Jak sprawić, by Lublin był bardziej odporny na upały, susze i podtopienia? Własne rozwiązania podpowiadają naukowcy z KUL, gotowymi pomysłami dzielą się chętnie też urzędnicy z innych miast. Tymczasem miejskie inwestycje idą w zupełnie przeciwnym kierunku.
Chcesz prawdy o decyzjach urzędników, a nie wygładzonego PR-u? Wydajemy papierowy „Jawny Lublin”! Dorzuć się: zrzutka.pl/z/drukujemyjawnylublin
Na projekt „Systemy zieleni dla miast na miarę wyzwań XXI w.” Katolicki Uniwersytet Lubelski dostał 980 tys. zł dotacji z Ministerstwa Edukacji Narodowej. Jego częścią była zorganizowana w ubiegłym tygodniu w hotelu Victoria w Lublinie konferencja naukowa „Zielone Sieci – Systemy Zieleni dla Miast”. Naukowcy z KUL zaprezentowali wyniki swoich dwuletnich badań nad modelowym systemem zieleni dla miast, który opracowywany jest na przykładzie Lublina. Swoje wystąpienia mieli też urzędnicy z Lublina, Gdańska, Krakowa i Wrocławia, a także przedstawicielki Hamburga i Singapuru.
– Liczymy, że Lublin jako jedno z pierwszych miast pokaże, że można rozwijać zielone sieci w oparciu o to, co mamy – otworzył konferencję zastępca prezydenta Lublina Tomasz Fulara. – Zrobimy wszystko by rozwijać zielone sieci. By Lublin był zielony i ekologiczny – zapewniał.
Mariusz Sagan, Dyrektor Wydziału Strategii i Obsługi Inwestorów, wspomniał zaś, że w trakcie badań ankietowych przy opracowaniu strategii Lublin 2030, mieszkańcy wskazywali zieleń jako jeden z najważniejszych elementów. – Mam nadzieję, że będziemy jak Singapur. No może bez wysokościowców – zażartował.
Można szybko i tanio
Naukowcy z KUL pod kierownictwem dr hab. Ewy Trzaskowskiej i dr inż. Jana Kamińskiego przeanalizowali szereg dokumentów i danych przestrzennych. Przeprowadzili badania terenowe i konsultacje społeczne. Badali m.in. wilgotność różnych terenów (najwyższą zmierzyli na nieuporządkowanych terenach zieleni spontanicznej, np. na kirkutach w Głusku i na Wieniawie). Tak opracowali koncepcję połączenia istniejących i projektowanych terenów zieleni w spójną sieć.
Koncepcja ta łączy istniejące tereny zielone i wskazuje na miejsca, które powinny się zazielenić. To łącznie 200 lokalizacji – od lasów i parków, przez 46 zielonych ulic, po trasy kolejowe. Dla każdego takiego terenu opracowano kartę inwentaryzacyjną z planowanym przeznaczeniem i rekomendacjami. Tych ostatnich wskazano aż 613, a najczęściej naukowcy zalecają:
- wzmocnienie zieleni (gdzie priorytetem jest nasadzenie dużych drzew i krzewów, jako przykład wskazywana jest metamorfoza Krakowskiego Przedmieścia),
- udostępnienie dla ruchu pieszo-rowerowego (np. połączenie Tatar z Młynem Krauzego),
- uspokojenie ruchu lub przekształcenie w zielone woonerfy (ulice mieszkalne, gdzie pierwszeństwo mają piesi, a wszyscy poruszają się po wspólnej przestrzeni).
Autorzy opracowania podkreślają przy tym, że realizacja wielu pomysłów wcale nie wymaga kosztownych inwestycji. Ograniczane koszenia, wykaszanie przedeptów czy posprzątanie wąwozów, w których tworzą się dzikie wysypiska śmieci (np. na ul. Szczytowej) to działanie praktycznie bezkosztowe. Inne postulowane przez naukowców KUL rozwiązania to otwarcie ogrodów działkowych dla wszystkich mieszkańców, rezygnacja z budowy dróg (np. wzdłuż torów na Czubach) czy ochrona planistyczna. Naukowcy przyznają, że uchwalony w sierpniu plan ogólny dla Lublina wyłącza spore obszary terenów otwartych spod zabudowy (np. w Głusku i Zemborzycach), ale wskazują też wiele innych miejsc, które ich zdaniem powinny pozostać zielone, ale plan pozwala na ich zabudowę blokami.
Park liniowy, kładka, tunel
Ambitniejsze rozwiązania pokazali na wizualizacjach (poniżej). Jest m.in. propozycja utworzenia parku liniowego w miejscu południowej jezdni Al. Solidarności (tej przylegającej do rzeki Czechówki). Pojawiła się też koncepcja wykonania tunelu dla pieszych pod torami kolejowymi na przedłużeniu ul. Filaretów, kładki na Tatarach u ujścia rzeki Czechówki czy budowy chodników w wąwozie na Czechowie przy ul. Braci Wieniawskich, uzupełnionych nowymi nasadzeniami. W swoich wystąpienia podkreślali też, że nie każdy teren zielony musi być dostępny dla mieszkańców. – Konopniczanka górna jest dziś terenem dzikim. I takim powinna pozostać – mówił dr Kamiński.
Badacze opracowali też dokładny przebieg zielonej pętli. czyli 50 km trasy rowerowej w granicach miasta. Przejazd testowy planowany jest w przyszłym roku, a jeszcze w tym roku chcą wydać publikację. Obecnie z koncepcją zielonej sieci Lublina można się zapoznać na stronie projektu.
– Chcemy, by Zielone Sieci były wdrożone w Lublinie. Sądzę, że jest to coraz bardziej realne, patrząc na światowe trendy związane z klimatem, czy choćby bezpieczeństwem – mówi dr Kamiński.
– Wypracowane rekomendacje znajdują odzwierciedlenie już w prowadzonych działaniach z zakresu zieleni, m.in. w realizacjach związanych z błękitno-zieloną infrastrukturą, takich jak rozbruki i budowa ogrodów deszczowych, a także w kolejnych nasadzeniach roślinnych – podkreśla Joanna Stryczewska z Biura Prasowego w Kancelarii Prezydenta Miasta Lublin. Zapewnia, że wypracowane przez naukowców rekomendacje będą wykorzystywane przy planowaniu przestrzennym, projektowaniu terenów zieleni, miejskich inwestycjach oraz przy aktualizacji Planu Adaptacji do zmian klimatu Miasta Lublin do roku 2030. Stryczewska wskazuje w szczególności na nowe elementy tego planu: „Koncepcję zazieleniania miasta” oraz „Koncepcję zagospodarowania wód opadowych i roztopowych” – przepis mówiący o obowiązku ich sporządzania wszedł w życie na początku 2025 roku.












Tani kompost zamiast drogich ogrodów deszczowych
W pracach projektowych wykorzystano też badania prof. Tomasza Tuczyńskiego na temat retencjonowania wody w miastach. – Zmiana profilu glebowego pozwala znacząco zwiększyć retencję przy bardzo niskich kosztach – tłumaczył na konferencji naukowiec.
Prof. Tuczyński wskazuje, że w miastach gleba ma zazwyczaj strukturę betonu – zbitej grudy, która w trakcie opadów przyjmuje bardzo małe ilości wody. Tymczasem z jego badań wynika, że samo jej spulchnienie i wymieszanie z kompostem pozwala zwiększyć „pojemność” nawet kilkunastokrotnie.
To rozwiązanie przynieść ma wymierne korzyści – jest wielokrotnie tańsze niż budowa ogrodów deszczowych czy podziemnych zbiorników na wodę opadową. Rozwiązuje też problemy spółek kanalizacyjnych, które borykają się ze spływem wód deszczowych do kanalizacji sanitarnej. Dodatkowo w okresie letnim zmagazynowana w gruncie woda pozwala chłodzić otoczenie i przeciwdziałać zjawisku miejskiej wyspy ciepła.
Kolorowe foldery kontra szara rzeczywistość
Obok naukowców swoje wystąpienia mieli też urzędnicy – Urząd Miasta Lublin jest partnerem głównym w ministerialnym projekcie. Joanna Jaroszuk-Oniszko z Wydziału Zieleni i Gospodarki Komunalnej opowiadała m.in. o tym, że w wąwozach ogranicza się koszenie. Gdy to mówiła, w wąwozie na Rurach zieleń została właśnie skoszona do gołej ziemi. Urzędniczka chwaliła też szeroką separację chodnika i drogi dla rowerów oraz bujną zieleń w wąwozie Jana Pawła II – czyli inwestycję sprzed kilkunastu lat. Pokazała też zdjęcie niedawno wyremontowanego wąwozu na Rurach. Tam pieszych i rowerzystów oddziela już tylko wąski pasek zieleni. Choć na etapie projektowania tej inwestycji lubelscy rowerzyści apelowali, by ze względów bezpieczeństwa tę przestrzeń powiększyć. Bez efektu.
Jaroszuk–Oniszko chwaliła też miejskie uroczyska. Na pytanie z sali przyznała jednak, że nie są w żaden sposób chronione. A o tym, jak ważna jest taka ochrona świadczy przypadek uroczyska Zagajnik Bluszczowa – jednego z dwudziestu dzikich miejsc szczegółowo opisanych w publikacji z 2025 roku pt. „Uroczyska – Naturalnie, w mieście!”. Do czerwca 2023 roku spora część tego terenu w planie miejscowym była oznaczona jako „zieleń towarzysząca”. Ale radni – na wniosek prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka – zdecydowali o zmianie przeznaczenia. W 2024 roku na wschodniej części uroczyska Ratusz wydał zgodę na budowę osiedla bloków.
Podczas konferencji miasto pochwaliło się też Parkiem Zawilcowa, który powstał osiem lat temu i rozszczelnianiem asfaltowych lub betonowych powierzchni. Łącznie takie działania objęły ok. 4000 mkw. Ale jak wynika ze sprawozdania z realizacji miejskiego planu adaptacji do zmian klimatu – od 2024 roku nie udało się rozszczelnić praktycznie niczego. Ostatnie takie działanie miało miejsce w 2024 r. i objęło jedynie 30 mkw. Jako przykład takich działań urzędniczka wskazała na rabaty różane na ul. Bajkowskiego na tyłach budynku ratusza. Jednak pierwotne plany były znacznie szerzej zakrojone – na Bajkowskiego i Świętoduskiej miały się zaś pojawić 33 drzewa i 1600 krzewów. Skończyło się na ustawieniu kilku dużych donic – o czym pisaliśmy w zeszłym roku.
Chwalimy się drogim dworcem na betonowej pustyni
– Duża inwestycja transportowa musi być przyjazna środowisku – tak Jaroszuk–Oniszko mówiła Dworcu Lublin, wychwalając zielony dach czy system gospodarowania wodą deszczową.
Uczestnicy konferencji mieli zresztą możliwość wizytacji obiektu wybudowanego dwa lata temu kosztem 340 mln zł. Nie usłyszeli jednak o tym, że jeszcze na etapie planowania inwestycji lokalni aktywiści i organizacje społeczne głośno protestowały przeciwko nadmiernemu usuwaniu istniejącej zieleni (na terenie budowy i pobliskich ulicach wycięto ok. 150 drzew). Dziś przeskalowana bryłę budynku otacza betonowa pustynia gdzieniegdzie okraszona donicą z rachitycznym drzewkiem, a obiekt działa na pół gwizdka. Choć w założeniu miał przejąć wszystkie połączenia ze starego dworca PKS, to wciąż się to nie udało.
Obiekt przy Al. Tysiąclecia nadal obsługuje ponad 400 pojazdów, z Dworca Lublin dziennie wyjeżdża ok. 700 autobusów podmiejskich. Stanowisk na nowym dworcu jest 43. Jak policzyliśmy, średnio w godzinach szczytu odjeżdża 1,5 autobusu na godzinę. Z 9 stanowisk przez cały dzień nie odjeżdża nic. Z kolejnych – od 3 do 2 pojazdów na dobę. Najbardziej obciążony peron obsługuje zaledwie 6 pojazdów na godzinę. To mniej niż aktualnie na starym dworcu PKS.
O tym, że zieleń nie jest tu żadnym priorytetem, świadczy uchwalony dla terenu dworca plan miejscowy. Nie ma w nim żadnych wymagań w stosunku do powierzchni biologicznie czynnej. Ta – jak wynika z projektu Dworca Lublin – zajmuje zaledwie 8 proc. terenu. Sami uczestnicy konferencji zastanawiali się nad sensownością „ekologicznych rozwiązań” i wysokimi kosztami utrzymania tehgo obiektu. A przypomnijmy, że te są horrendalne. W 2025 roku utrzymanie Dworca Lublin kosztowało 4,9 mln zł (z czego energia elektryczna to koszt 842 tys. zł). Dworzec ala Singapur musiał być zaskoczeniem dla występującej na konferencji przedstawicielki tego kraju. O jej inspirującym wystąpieniu piszemy dalej.
Zielona mobilność po lubelsku
O wykorzystaniu zielonych sieci w rozwoju mobilności miejskiej mówił Arkadiusz Niezgoda, do niedawna dyrektor Wydziału Zarządzania Ruchem Drogowym i Mobilnością, a obecnie zastępca. W jego wystąpieniu wiele było teorii i planów. Niewiele za to praktyki i rzeczywistych wdrożeń. Niezgoda chwalił się planowaną przebudową Bystrostrady (trasa rowerowa wzdłuż rzeki Bystrzycy). To inwestycja, na którą rowerzyści czekają od lat. Obecnie jest na etapie projektowania.
Niezgoda podkreślał, że dziś każdy projekt drogowy oznacza też nową zieleń. – Może nie jest to las, ale zawsze jakaś drobna zieleń – mówił. Czy rzeczywiście? Niedawno zakończył się remont ul. Ułanów, gdzie robotnicy wymienili stary asfalt na nowy, by ponownie oznaczyć go jako przestrzeń wyłączoną z ruchu, czyli wyłączoną z ruchu. W dodatku próżno tu szukać nowych nasadzeń.
Trwa też właśnie przebudowa ul. Janowskiej. W udostępnionej nam dokumentacji ani słowem nie wspomniano o zieleni innej niż „odtworzenie trawników”.
W zeszłym roku zakończono budowę przedłużenia ul. Węglarza – ul. Kłopotowskiego. W 2023 roku urzędnicy zapewniali nas, że brak nasadzeń w dokumentacji nie oznacza, że te się nie pojawią. – Po zakończeniu budowy drogi nastąpi dodatkowe zagospodarowanie terenu inwestycji w kontekście nowych nasadzeń – zapewniała w grudniu 2023 Jawny Lublin Justyna Góźdź z biura prasowego lubelskiego Ratusza. Do dziś się to nie wydarzyło.
Pomimo że trasa ta przecina suchą dolinę, znajdującą się w Ekologicznym Systemie Obszarów Chronionych, na ul. Kłopotowskiego nie zapewniono żadnych rozwiązań ułatwiających dzikim zwierzętom przemieszczanie się. Do drogi prowadzi skarpa, która kończy się barierkami, skutecznie utrudniając ruch zwierząt. Nasyp drogowy przegrodził dno doliny, tworząc po północnej stronie nieckę, w której zbierać się będzie woda opadowa. Zaprojektowano tutaj sieć kanalizacyjną, czyli rozwiązano problem dokładnie odwrotnie do tego, o czym była mowa na konferencji.

Nie jest jednak tak, że nasadzenia wcale nie są projektowane. Na alei Unii Lubelskiej pojawić ma się 109 klonów, 32 sumaki, 41 dębów oraz ok. 2500 mkw krzewów.
Arkadiusz Niezgoda wspominał też o protestach związanych z nasadzeniami na Krakowskim Przedmieściu, gdzie nowe drzewa zajęły miejsca parkingowe. – Dziś protestuje już tylko jedna osoba – przyznał. Stanowisko to kontrastuje jednak z wynikami badań, na które powoływał się dyr. Mariusz Sagan wskazujących, że mieszkańcy chcą zieleni. Trudno też uznać za protesty kilka pojedynczych głosów sprzeciwu. W Lublinie często i głośno protestuje się przeciw dewastacji zieleni, o czym świadczą przykłady z Al. Racławickich, ul. Samsonowicza, Dworca Lublin czy Górek Czechowskich.
Dyr. Niezgoda nie pochwalił się tym, jak ludzie sami biorą sprawy w swoje ręce tam, gdzie władze miasta nie są zainteresowane. Ukończenie Wąwozu Jana Pawła II, remont alejek w wąwozie na Rurach, remont trasy wzdłuż Bystrzycy to przykłady inwestycji wywalczonych w zielonych korytarzach przez mieszkańców miasta.
O chomiku wspomniał tylko Kraków
Oba wystąpienia lubelskich urzędników wyraźnie kontrastowały to z tym, co prezentowali urzędnicy z innych miast.
Przedstawicielka Biura Rozwoju Gdańska – Anna Fikus–Wójcik – opowiadała, jak w jej mieście wytypowano obszary pod zieleń. Brano pod uwagę m.in. obszary z deficytami zieleni, tworzące się miejskie wyspy ciepła, miejsca wrażliwe na podtopienia itp. W efekcie tych analiz miasto zrezygnowało ze własnych terenów inwestycyjnych o powierzchni 100 hektarów. Tam, gdzie tereny były prywatne, urzędnicy przewidzieli wyższe wskaźniki powierzchni biologicznie czynnej – wynoszące nawet 50 proc.
Przedstawicielka Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie – Katarzyna Rajss–Kałużna – wspomniała o chomiku europejskim. Można było zauważyć, że zelektryzowało to lubelskich urzędników. W Krakowie, jeśli chomiki występują na terenach rolnych, wyłącza się je z zabudowy. W Lublinie – jak pisaliśmy wielokrotnie – występowanie zagrożonego wyginięciem gatunku żadnych deweloperskich inwestycji nie wstrzymuje.
Rajss–Kałużna opowiadała też o koncepcji miasta gąbki oraz o potrzebie retencjonowania wody w dobie zmian klimatycznych. – Z jednej strony susze, z drugiej powodzie błyskawiczne – mówiła. Dziś każda planowana w Krakowie inwestycja przechodzi zielony audyt. – Oceniamy każdą inwestycję, zwłaszcza drogową, pod kątem możliwości zwiększenia retencji, kierowania wód do terenów zieleni – tłumaczyła urzędniczka.
Przedstawicielka Zarządu Zieleni Miejskiej we Wrocławiu Monika Pec–Święcicka rozpoczęła swoją prezentację od nagłówków lokalnych gazet mówiących o wycinkach. – Media są ogromnym motywatorem zmian – przyznała. Dodała, że głosy mieszkańców i organizacji pozarządowych – jak to nazwała „audyt społeczny” – wskazywały na systemowy problem z zarządzaniem zielenią. W efekcie doprowadziło to do gruntownych zmian.
Wspomniała też o gromadzeniu danych o zieleni. – W tym roku pierwszy raz nie popadałam w panikę, gdy jeden z radnych zapytał o bilans wycinek i nasadzeń – chwaliła prowadzoną przez miasto ewidencję drzew (w Lublinie prace nad takim systemem dopiero trwają). – Żeby nie przyczyniać się do kolejnych wycinek drzew, przeanalizowaliśmy miejskie grunty i wytypowaliśmy 162 tereny do ochrony – dodała. W efekcie też część miejskich działek nie trafiła do sprzedaży. – Trzeba myśleć, gdzie wstrzymać zabudowę. Mniejszą szkodą jest wypłacić odszkodowanie za działkę, niż zalanie zabudowy czy miejska wyspa ciepła – podsumowała Pec–Święcicka.
Standardy urbanistyczne nie dla Lublina
Z prezentacji można było się też dowiedzieć, że w Gdańsku i Krakowie w planach ogólnych zapisano standardy urbanistyczne określające dostępność do terenów zieleni (Kraków wciąż jeszcze nie przyjął Planu Ogólnego). Lublin takich standardów nie przyjął, co urzędnicy tłumaczyli brakiem czasu. Przypomnijmy jednak, że były one określone już w studium z 2019 roku.
Wszystkie miasta poza Lublinem chwaliły się też elektronicznymi systemami geoprzestrzennymi. Ułatwiają one podejmowanie właściwych decyzji o tym, gdzie najlepiej zlokalizować ogród deszczowy czy park – tak, by przeciwdziałać podtopieniom, niwelować efekt miejskiej wyspy ciepła, czy zapewnić mieszkańcom dostęp do zieleni. Kontrastowało to z prezentacją Lublina, w której np. ogrody szkolne realizowano, w szkołach, które wygrały miejski konkurs. Jest jednak coś, czego prelegenci z innych miast pozazdrościli naszemu miastu. W Lublinie to naukowcy robią analizy, które ci muszą robić samodzielnie.
Jak to się robi w Singapurze
Wisienką na torcie było wystąpienie Yvonne Tan z Sinapore Institute of Landscape Architecture. Singapur to wyjątkowo gęsto zaludnione państwo-miasto. Liczy niecałe 750 km kw., przy gęstości zaludnienia ponad 8200 osób na km kw. Dla porównania Lublin ma 5 razy mniejszą powierzchnię i ok. 4-krotnie mniejszą gęstość zaludnienia.
Singapur w ciągu niespełna 60 lat przeszedł transformację od miasta ogrodu do miasta w naturze. Na prezentowanych na konferencji zdjęciach miasta zieleń wręcz wylewała się z kadrów. Singapur stworzył już swoją zieloną sieć, z imponującą liczbą 500 km zielonych łączników pomiędzy parkami. W 2030 roku sieć ta ma być dostępna dla każdego mieszkańca miasta w ciągu max. 10-minutowego spaceru. Docelowo wszystkie główne drogi mają być otoczone wysokimi drzewami. Już dziś takich dróg jest ponad 210 km. Monitorowana jest tam m.in. obecność rodzimych gatunków motyli czy ptaków. Wyznaczono też tereny, których celem jest poszerzanie zasięgu dzikiej roślinności.
W celu zazieleniania miasta zlicza się liczbę zasadzonych drzew. Od 2020 to już prawie 900 tys. sztuk. Każda zasadzone drzewo umieszczane jest na specjalnej mapie. Aby osiągnąć podobny wynik, w Lublinie trzeba by zasadzić 180 tys. drzew. W raportach o stanie miasta znaleźliśmy dane za lata 2022–2024. W tym czasie w Lublinie nasadzono 3575 drzew, przy czym usunięto 2539. Ciężko jednak uznać te dane za wiarygodne – tylko podczas budowy przedłużenia ul. Węglarza wycięto ponad 2,6 tys. drzew. Dodatkowo zgody na wycinkę wydaje się dla drzew o dużych obwodach, a nasadzenia zastępcze obejmują drzewa o małych obwodach, o które wykonawca musi dbać tylko przez pięć lat.
W obszarach strategicznych Singapuru (m.in. centrum miasta, ale także obszary wymagające zwiększenia powierzchni zieleni) wskaźnik powierzchni biologicznie czynnej wynosi 100 proc. Dla porównania w planach ogólnych polskich miast na terenach mieszkaniowych powinno to być min. 30 proc. Jednak w Lublinie zdarzają się miejsca, gdzie dopuszcza się budynki wysokie jak w Singapurze, ze wskaźnikiem zaledwie 5 proc. np. zabudowa usługowa przy skrzyżowaniu Nałęczowskiej i Kraśnickiej.
W 2024 roku powierzchnia zielonych dachów na wieżowcach w Singapurze wynosiła 220 hektarów. Pod zieleń przeznacza się nawet miejsca pod estakadami kolei miejskiej. Jak zauważyła na jednym ze slajdów Yvonne Tan: – Miasta nie mają wystarczająco przestrzeni, by przeznaczać ją wyłącznie pod jedną funkcję.
Polska publiczność była zaciekawiona jak to w ogóle możliwe, by osiągnąć takie wskaźniki. – Zielone dachy, zielone tarasy pomiędzy piętrami, zielone balkony – wyliczała Tan. Przy czym sekret polega na tym, że na tej samej przestrzeni zieleń formowana jest w kilku poziomach, np. w wejściu do budynku usytuowanego w podcieniach, następnie na tarasie pomiędzy piętrami, oraz na dachu. Całość uzupełniania jest o zielone ściany (np. formowane wzdłuż balkonów).
Uczestnicy konferencji pytali też, jak to wszystko udaje się utrzymać. – Po pierwsze przy każdej inwestycji przewidujemy budżet na pięcioletnie utrzymanie. Po drugie zieleń musi być łatwa do utrzymania – tłumaczyła Tan. Wskazywała, że nie może być mowy o użyciu podnośników czy metod alpinistycznych, gdyż znacząco podnosi to koszty utrzymania zieleni. Dodatkowo dobiera się takie gatunki, które nie wymagają pielęgnacji – wolno rosną lub nie zaczną zarastać chodnika.
Czy jednak Singapur –– miasto natury jest rajem na ziemi? Nie do końca. Na pytanie o konflikty pomiędzy ludźmi a dzikimi zwierzętami Tan przyznała wprost, że takie występują. – Już od małego uczymy dzieci jak się w takiej sytuacji zachować. Część terenów przeznaczamy dla dzikich zwierząt. Przykładowo część parków nie jest oświetlona po zmroku – podsumowała. Wskazała też, że w miejscach migracji dzikich zwierząt przez drogi kamery monitoringu ostrzegają kierowców o obecności zwierząt.
Discover more from BrandedNepal | Shop Nepal’s Best Local & Global Brands
Subscribe to get the latest posts sent to your email.



